Kolekcja

0
273

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak miałam (i chyba nie tylko ja 🙂 okazję odprężyć się trochę między pakowaniem rzeczy do przeprowadzki a przygotowywaniem się do Najważniejszego Egzaminu Mojego Życia 😉
Na pomysł książki o Chanel, Gioia Diliberto wpadła w momencie, kiedy na strychu znalazła wykroje swojej babci, krawcowej pracującej w latach 20. w Nowym Jorku. Nic dziwnego więc, że „Kolekcja” skupia się na krawieckich aspektach życia we Francji tuż po I wojnie światowej. Mimo hasła na okładce, nie jest to jednak książka o Coco Chanel – to raczej impresja na temat świata mody w Paryżu w 1918 i 1919 roku. To właśnie wtedy upadały stare autorytety w modzie, a sławę zyskiwały takie niepokorne osoby jak Chanel. „Kolekcja” opisuje historię młodej krawcowej, która zatrudnia się u Madamoiselle i pomaga przygotować jej pierwszą ważną kolekcję. Zanim doczytamy do końca, dziewczyna zdąży stracić pracę u Chanel i szukać szczęścia u innych projektantów (świetny pretekst, by pokazać metody pracy w różnych domach mody), odnaleźć miłość swojego życia, poznać ciemną stronę Paryża, etc.
Fabuła nie jest może zbyt oryginalna – to taka typowa książka z wyższej półki dla kobiet (np. perypetie miłosne głównej bohaterki przewidziałam po przeczytaniu pierwszego rozdziału). Myślę jednak, że spodoba się ona osobom zainteresowanym modą, ponieważ rzeczywiście – tak mi się zdaje – oddaje ducha tamtego czasu. Poza tym pokazuje nam świat projektantów 'od kuchni’ i to nie tylko jeśli chodzi o metody szycia czy sposób zorganizowania domu mody. Nie omija też takich spraw jak fałszerstwa sukien czy PR. Zresztą najsłabszy element książki – fabuła – jest ograniczony do minimum i w większości podporządkowany sprawom mody – autorka tak kieruje losami bohaterki, by umożliwić czytelnikowi jak najlepsze poznanie modowego środowiska Paryża w 1919 r. Książka nie zastąpi więc co prawda albumu poświęconego Coco Chanel (co mógłby sugerować sposób reklamowania „Kolekcji”), ale na pewno jej lektura może sprawić przyjemność i poszerzyć nasze spojrzenie na świat mody.

czy jesteś milenijką?

Nie osiągnie się sukcesu, gdy będzie się sprzedawało ubrania skierowane do różnych grup wiekowych. Prawda? „Time” twierdzi, że nie jest to takie oczywiste. Popiera swoją tezę wynikami licznych badań i ankiet. Socjologowie bowiem coraz więcej dowiadują się o nowej grupie społecznej – „millennials” (przeze mnie nazwanej pokoleniem milenijnym, czyli po prostu milenijkami, choć kusi mnie określenie 'tysiąclatka’ ;).

Są to młodzi (18-27 lat) ludzie uzależnieni od luksusu, którzy uważają, że ekskluzywne dobra po prostu im się należą (za swoją, bądź rodziców, ciężką pracę). Polegają na autorytetach, dobrze odnajduja się w grupie, ale zarazem konkurują ze starszymi osobami w pracy, by pokazać, że nie są od nich gorsi mimo braku doświadczenia. Są zaradni i dobrze zorganizowani. Czytają magazyny, ale większość informacji zdobywają w internecie. Dzięki temu zawsze trzymają rękę na pulsie i dobrze orientują się we wszystkich trendach. Ufają tylko znanym firmom, robią zakupy przez internet dwa razy częściej niż ich rodzice, a na urodę (zabiegi kosmetyczne, stylizację włosów) wydają ponad trzy razy więcej niż ich mama czy tata. I to pomimo, że średnio zarabiają dwa razy mniej niż starsze pokolenie.
Jednak najciekawszym aspektem nowej grupy społecznej jest jej związek z rodzicami. Otóż starsi po raz pierwszy na tak dużą skalę zdają się na opinię młodych. Zabierają swoje dzieci na zakupy, by służyły im radą – uważają bowiem, że młodzież lepiej wie, co pasuje rodzicom, niż sami rodzice. Co ciekawe zarówno młodsi, jak i starsi kupują przy tym często te same ubrania, tyle że zestawiają je potem z czym innym. Dla córki tunika może służyć jako mini, dla matki – jako bluzka do spodni. Znamienne jest również to, że dzieci namawiają rodziców do kupna czegoś, co po jakimś czasie ląduje w końcu w ich szafie. Zatem nowa zasadu marketingu brzmi – jeśli chcesz wyciągnąć pieniądze z kieszeni starszego pokolenia, musisz najpierw przekonać do siebie młodsze.

Czytając ten artykuł w „Time”, stwierdziłam, że choć nie marzę o kupnie jachtu (a to jedno z głównych marzeń milenijek), to wiele cech tysiąclatek odnosi się również do mnie (i jak myślę nie tylko do mnie).
Śmieszne uczucie, gdy okazuje się, że właśnie stałam się materiałem badań socjologów.

PS Dziękuję koledze mojej Mamy, Pawłowi Ł., za oddanie mi dodatku „Time. Style & Design”. To dzięki Niemu powstała ta notatka 🙂