Czy Wy też często zastanawiacie się, czemu w większości polskich pism sesje są, hm, oględnie mówiąc, nie takie jak w zachodnich magazynach? Mnie refleksje tego typu dopadają dość często. Na szczęście co jakiś czas trafiam na zdjęcia, które stanowią dowód, że 'Polak też potrafi’. Do takich należą sesje Krzysztofa Wyżyńskiego:
Wyżyński praktykuje fotografię kreatywną („with all the theatrical and stylization language it speaks, but not to cover the real depth and beauty in my models – just using them as following elements for pictures’ construction” – jak można przeczytać na jego stronie). W jego zdjęciach urzeka mne to, że potrafią być tak skrajnie różne – od bajkowych (tj. powyżej), poprzez 'zwykłe’ studyjne, aż do surowych i oszczędnych w formie.
Ucieszyło mnie więc, że Krzysztof zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań:
„I-D” czy „Vogue”?
„I-D” i „Vogue”.
Kate Moss czy Marilyn Monroe?
Erin O’Connor!!!
Hitchcock czy Scorsese?
Hitchcock.
Cel, do którego dążysz?
„I-D” i „Vogue”. Craz mniej – coraz lepiej – za coraz więcej – absouletely fabulous.
Mistrz fotografii, którego albumy przeglądasz wieczorami?
Jeanloup Sieff, Terry Richardson, Helmut Newton, Guy Bourdin, Nan Goldin – w dzień, wieczorami oglądam filmy.
prada marfa
Pradę Marfa, rzeźbę w kształcie budynku (a przynajmniej tak o niej mówią krytycy sztuki) wykonali Michael Elmgreen i Ingar Dragset. Ten nie-sklep znajduje się niedaleko, jak sama nazwa wskazuje, teksańskiego miasteczka Marfa. Miejsce to ma za sobą długą tradycję budynków, które nie są naprawdę budynkami – Marfa to jedna z ulubionych scenerii Hollywood (ostatnio nakręcono tam „To nie jest kraj dla starych ludzi” Coenów). Dlaczego jednak zdecydowano się postawić tam sztuczny sklep Prady, notabene sponsorowany w dużej części przez Prada Foundation? Artyści uważają, że w ten sposób przeciwstawiają sobie dwie siły – naturę i modę. „Połączenie surowych otwartych przestrzeni pustynnego krajobrazu ze sklepem dóbr luksusowych wydaje się dziwne. Natura pasuje jednak do mody jako wizualne tło, tak jak często ma to miejsce w reklamie. Minimalistyczny korporacyjny design Prady i opuszone otoczenie stepu sprawiają razem wspaniałe wrażenie, ale jednocześie te dwie siły czynią się nawzajem nieprzydatnymi.”
Czy rzeczywiście Prada Marfa obrazuje zderzenie natury z modą, przyrody ze światem konsumpcji? Czy jest to może tylko sprytny chwyt marketingowy? Trudno powiedzieć. Myślę jednak, że Prada Marfa spełnia jedno z najważniejszych współczesnych zadań sztuki – zachęca do refleksji, do dyskusji. Trudno bowiem wyobrazić sobie, że znajdzie się osoba, która zaskoczona sklepikiem Prady przy U.S. Highway 90, nie będzie próbowała sprawdzić co to jest. Ten sztuczny sklep może również sprawić, że przypadkowi przejezdni zaczną zadawać sobie pytania na temat związków pomiędzy sztuką a komercją, a może nawet zastanowią się nad sensem sztuki w ogóle. Michaelowi Elmgreenowi i Ingar Dragset razem z Pradą udało się więc stworzyć coś będącego jednocześnie dziełem sztuki oraz wspaniałym zabiegiem marketingowym (oprócz zwykłej reklamy trzeba przecież doliczyć budowanie znaczenia marki). Wiem, że nie jest to zbyt niezwykłe w ostatnich czasach (patrz:Vuitton w muzeum), ale trzeba przyznać, że akurat Prada Marfa jest jedną z lepszych syntez sztuki i komercji ostatnich lat.
























